2021-2026

13.08.2023
targa mną jak kartką na wietrze
oddycham czymś
lecz to nie jest powietrze
niech ten ból
chociaż trochę się zetrze
spadnie
jak rtęć w termometrze
z serca
złamanego
na pół
Pierwsze plony
czas już zebrać pierwsze plony
pocałunki i krew
zapal mnie jak głodny płomień
który sięga do drzew
gdy to wszystko spłonie
grzechy odpuszczone
każde
w swoją stronę
Płyń Polsko
może trzeba będzie zmoknąć
może czas już przelać krew
aby dać schronienie ptakom
z wycinanych drzew
chcę by jeszcze tu wróciły
założyły gniazda
jeśli będzie gdzie i dokąd
ty płyń Polsko
rozwiń maszty
Ty
ty
sam sobie nigdy nie umiałeś sprostać
kim stałeś się
tak się minęło z tym kim miałeś zostać
matka miała rację żyjesz wspomnieniami
co ci po nich
same rany
widzisz ją w tańcu
łąka pełna dmuchawców
w raju
pod powiekami
Węgiel
zaczynasz kochać cztery ściany
by potem znów je nienawidzieć
robierasz się na części pierwsze
by swoje ciężkie grzechy liczyć
udajesz że się nic nie stało
że odtrąciłeś kogo mogłeś
bo im zawsze było tylko mało
zbyt dobrze za wygodnie
byłeś dla niej
niczym promień
co przez okno wpadł na chwilę
dotknął lekko twojej dłoni
pocałował twoją szyję
byłeś dla niej czymś co nagle
zamieniło się w płomienie
popaliło całe ciało
serce zamieniło
w węgiel
[Tekst wykorzystany w piosence "Bez powrotu" zespołu SILENTMEN]
Konwalie
liżę rany jak bezpański pies
wyciągając noce i dni
wbite
głęboko po kość
dzwine
tracić coś co zawsze jest
zaczynać od zera w kolejnym tu i teraz
zostałam sama w prywatnej galaktyce
i chyba taki los samotnie iść przez życie
tracić głos krzycząc by ktoś usłyszał
nie chcę patrzeć jak słońce gaśnie
a to dzieje się właśnie
Kochany między nami
już tylko przezrocza
niczego w oczach
Mija
nasz dom pali się doszczętnie
nad głową niebo pełne gwiazd
dym szczypie w oczy
i nie wiem czy to przez to
znika mi w oczach cały świat
wielka niedźwiedzico
pokaż dokąd zmierzać
gdy się miało wszystko
a niczego teraz
schowaj w miękkim futrze
przykryj moją głowę
by nie wciągać spalenizny
nie utonąć pod popiołem
Podaj
piasku pełno w ustach
tak tu pusto
roztapiam żal
żelazo stal
dwa kroki w przód jeden w tył
nie widzisz nas
już taki czas że w tobie jesień
we mnie zaś zima
kiedyś jak dąb dziś jak źdźbło
co się pod wiatrem ugina
podaj mi dłoń bo nie przeskoczysz
ze mną dopłyniesz
choć oczy zmokną
to szybko minie
znajdziesz mnie w jarzębinie
Nauczyłam się
nauczyłam się oddalać
i rozciągać niczym przestrzeń
definiować przyciąganie
przez odległość dusza serce
tam gdzie kończy się granica
trzymać dystans niczym księżyc
przypływami odpływami
tracę język
trzępię skrzydłami
jak jąstrząb niebosiężny
Po co
po ci ci tak było kochać
teraz byś nie płakała popatrz
po co ci te łąki w kwiatach były
oczy jak czekolada
zrujnowały świat
a nie mówiłam mówiła mama
teraz tak stoisz zapłakana
gdzie ty teraz
taka sama
rozbite szkło świeża rana
wytrzyj ten nos